12-02-2007, 06:13 AM
„Odwróć się, bo chcę się ubrać”, czyli wywiad z Wacławem Wantuchem
Na drzwiach pracowni Wacława Wantucha w Krakowie, na wizytówce przeczytamy: Wacław Wantuch – artysta plastyk. Na drzwiach pracowni Jana Saudka w Pradze, na wizytówce przeczytamy: Jan Saudek – fotograf czeski. Artystów dzieli dużo więcej niż tylko podpis pod nazwiskiem na wizytówce, mimo to Saudek to jeden z najbardziej cenionych fotografów przez bohatera tego wywiadu, który sam o sobie mówi, że fotografem nie jest. Przysłuchajcie się rozmowie z Wacławem Wantuchem – skromnym fotografem.
Mariusz Gross: Pamięta Pan swoj± pierwsz± „rozbieran±” sesję zdjęciow±?
Wacław Wantuch: Tak. Pamiętam takie dwie swoje pierwsze sesje zdjęciowe. I pamiętam, że bardzo duże miały dla mnie znaczenie.
W jakim sensie?
Psychologicznym. Była kiedy¶ wymiana plenerowa między Liceami Plastycznymi i do nas przyjechała dziewczyna jako jedna z uczestniczek pleneru i tak jako¶ się podziało, że człowiek w Liceum Plastycznym ma takie potrzeby ¶cigania się z rywalami. Którego¶ dnia zaproponowałem jej sesję fotograficzn±. Sesja skończyła się aktem, zrobili¶my to w pokoju w internacie. I po tej sesji usłyszałem zdanie „odwróć się, bo chcę się ubrać”. Wła¶nie wtedy, kiedy skończyli¶my robić zdjęcia. I kiedy dużo póĽniej zacz±łem już fotografować na poważnie akt, to ta sesja u¶wiadomiła mi tak± prost± rzecz, która ma zwi±zek z sesj± kolejn±, a będ±c± zaraz po tej pierwszej. Mianowicie poprosiłem koleżankę z tej samej klasy, z tego samego miasteczka z którego pochodzę, by mi pozowała i w swojej pracowni zrobiłem zdjęcia. Pamiętam moje „mękolenie” żeby zaproponować jej zdjęcia aktu. Obydwie dziewczyny były z „plastyka”, a tam jest jakby inne rozumienie nago¶ci. Ta pierwsza sesja u¶wiadomiła mi, że o wiele łatwiej fotografuje się kiedy nie ma kontekstu seksualnego, tylko jest tak jak u lekarza. Wła¶nie zdanie „odwróć się, bo chcę się ubrać”. To zdanie... ja go nigdy nie zrozumiem, ale próbuję sobie to jako¶ tłumaczyć. I teraz przychodz± dziewczyny, widzimy się pierwszy raz i po dwudziestu minutach one stoj± nago gotowe do robienia zdjęć. Moja druga sesja przypomina mi, że najgorzej zdjęcia aktu robi się z osobami, które się zna.
To prawda. Dystans musi być.
To jest jak fotografowanie „opakowania”. A jeżeli się kogo¶ zna, to człowiek traci dystans, traci ¶wieże spojrzenie na t± osobę. Trudno jest portretować osobę, któr± się zna, bo znamy jej grymasy, mimikę itd. A fotografia nie zawsze jest w stanie to oddać, nie zawsze może to pokazać. I często jest tak, że robimy zdjęcie i znaj±c tę osobę mówimy potem: cholera, to nie ona. Kiedy robimy osobę która jest nam całkowicie obca jeste¶my w stanie - tak mi się wydaje - sfotografować ładniej jej „opakowanie”. Ładniej, to ja rozumiem w sensie takim, że uda nam się wygenerować obraz który będzie miał atrakcyjno¶ć dla nas, czyli kogo¶ całkowicie z zewn±trz. A z kolei ta osoba wybierze zupełnie inne zdjęcia, które jej się będ± podobały, na których w jej rozumieniu będzie sob±. Dla mnie mówienie o fotografowaniu czyjego¶ wnętrza jest nieporozumieniem. Wnętrze to robi± aparaty rentgenowskie.
Wielu fotografów wła¶nie w ten sposób rozumie portret.
Ja nie znam zbyt wielu ludzi którzy zajmuj± się radiologi±, a filozofowanie dla mnie na ten temat jest po prostu nieporozumieniem.
Czy Pana pierwsze akty miały już wtedy taki charakter, jak te które znamy z albumów, od pocz±tku jest pan wierny tej rzeĽbiarskiej konwencji? Czy je¶li położyłby pan obok siebie swoje pierwsze zdjęcia i zdjęcia z ostatniego albumu to widać na nich przebyt± drogę?
To niemożliwe, gdzie¶ te zdjęcia zapodziałem i nie wiem nawet co się stało z tamtymi negatywami.
Ale ma Pan te zdjęcia w pamięci. Bo kiedy fotografuje się człowieka ubranego, to się go fotografuje tak czy inaczej. Natomiast kiedy się rozbierze - to co¶ z t± nago¶ci± trzeba zrobić... I ciekaw jestem jak to, co robi Pan w tej chwili, ma się do tego, co robił Pan na pocz±tku.
To były na pewno inne fotografie. Przede wszystkim nie miały przed sob± do¶wiadczenia kilkunastu lat rysunku, który jest obowi±zkowy na Akademii Sztuk Pięknych i w Liceum Plastycznym. Różnica polegałaby na tym, że kiedy wybieram zdjęcia z sesji to nie zwracam uwagi na ich seksualno¶ć, erotyzm, a po prostu na kompozycję. Plam, łuków, ¶wiatłocienia, ciężarów. I może wła¶nie to najbardziej odróżniałoby moje obecne prace od tych pierwszych.
Chyba na większo¶ci Pana zdjęć twarz modelki jest niewidoczna lub jest w głębokim cieniu. Jest ciało, ale nie ma twarzy, nie poznaliby¶my jej na ulicy. Na pocz±tku naszej rozmowy powiedział Pan, że fotografuje „opakowanie”. Na Pana zdjęciach nie widzimy oczu modelki. Mówi się, że oczy to zwierciadło duszy...
W pierwszym albumie nie pokazywałem aktów, które maj± twarz. Uważałem i nadal uważam, że twarz w akcie przeszkadza.
Przeszkadza? Na pewno nadaje zupełnie inny wymiar.
Oczy niepotrzebnie konfrontuj± się z oczami ogl±danymi na akcie, z twarz± ogl±dan± na akcie. Następuje mechanizm wyszukiwania, czy ja tej osoby czasem nie znam, czy może jest do kogo¶ podobna. Kiedy twarzy nie ma, to ja manipuluję odbiorc±, na co chcę zwrócić jego uwagę. W pierwszym albumie odrzucałem zdjęcia, które zawierały twarz. W drugim albumie pomy¶lałem sobie, że ortodoksja jest dobra w krajach jakby mniej cywilizowanych i dawałem tam zdjęcia z twarz±, ale takie kiedy czułem, że ta twarz uzupełnia akt. Nie jest na tyle ważna i nie przeszkadza. Kiedy robimy akt wspólnie z modelk±, ona dla siebie ma cał± masę zdjęć, które zawieraj± twarz. Ja niekoniecznie chcę wybrać takie zdjęcie, ale nie trzymam się sztywno zasady, by tej twarzy unikać.
Nie s±dzi Pan, że robi±c w ten sposób zdjęcia - powiem do¶ć patetycznie - pozbawia się kobietę człowieczeństwa? Kiedy widzimy oczy modelki, kiedy ona na nas patrzy lub patrzy gdzie¶ w dal, ale widzimy gdzie ten wzrok biegnie, to widzimy człowieka. Widzimy na jej twarzy emocje lub ich brak, jest jaka¶ interakcja. Nie szuka Pan tego?
Hmm...
Ciekaw jestem, czy jest to dla Pana istotne, czy ten wymiar o jakim mówię można zupełnie pomin±ć?
To chyba raczej o to chodzi... Ten rodzaj my¶lenia o człowieku, o humanitarnej stronie, intelektualnej stronie fotografii jest mi obcy. Ja skończyłem uczelnie o charakterze fizycznym. Nasze studia polegały na tym, że pracowali¶my manualnie. Staram się nie dorabiać filozofii do rzeczy, których nie ma. W fotografii aktu ważne jest dla mnie bawienie się ze ¶wiatłocieniem, który buduje kształt i formę dla ciała. Albo je czyni bardziej tajemniczym, albo je odważniej modeluje. Ale to jest tylko to. Staram się nie dorabiać żadnej filozofii, żadnej zmysłowo¶ci. Bo jej tam też nie ma. Faceci, którzy ogl±daj± moje zdjęcia mówi± mi: „Wacek, na tych twoich zdjęciach to przecież guzik widać”. Dziewczynom podoba się wła¶nie taki rodzaj niedomówień, które tam znajduj±. Intelektualista nie znajdzie powodów do pisania peanów na temat konkretnej osoby, bo jej jakby nie jest w stanie zidentyfikować. Nie bawi mnie w tej fotografii ani forma reportażowa, ani forma która niestety jest częsta we współczesnej fotografii aktu, czyli forma naturalizmu czy wręcz o¶mieszania osoby, któr± się fotografuje. Chociaż jest osoba, która poł±czyła te dwie rzeczy na raz i jest dla mnie geniuszem. To jest Saudek, którego strasznie cenię za jego lekko¶ć tego co robi. ¦wiadomie porusza się o obrębie kiczu, ale robi to w sposób tak słodki...
Ale Saudek to emocje. Saudek przede wszystkim opowiada o sobie.
Ale po prostu podoba mi się to, co robi. W żadnym wypadku nie przyszło mi do głowy, żeby go kopiować czy brać z niego jakie¶ cytaty, ale nie przeszkadza mi to, że jest u mnie w pierwszej trójce ulubionych fotografów.
Kto jest drugi i trzeci?
Drugim, a wła¶ciwie może nawet pierwszym jest fotograf, którego bardziej cenię za jego malarstwo. My¶lę o Beksińskim. Mieli¶my tego samego wydawcę, kiedy¶ spotkali¶my się i ja mu mówiłem, że jest dla mnie najlepszym oszustem, jakiego znam. Oszustem przestrzeni. Zawód plastyka polega na oszukiwaniu oczu. I on robił to w sposób doskonały. Jak ogl±da się jego obrazy... Nikt tak nie potrafił zakłamywać przestrzeni jak on. Zakłamywać tych wszystkich kanonów które się nam wbija do głowy, jeżeli chodzi o zasady pokazywania perspektywy powietrznej, używania koloru, on to wszystko rozwalał, a dostawał takie przestrzenie jak nikt inny. A trzeciego? To miejsce ma chyba wakat. Powiedziałem „w trójce”, ale nie przychodzi mi teraz nikt do głowy. Chociaż chyba skłamałbym, zapomniałem o swoich zachwytach nad fotografiami Ansela Adamsa. To przez niego mam Linhofa. Tak, to jest wła¶nie ten człowiek. To jeszcze inny warsztat niż oni wszyscy.
Czy podziela pan powszechnie panuj±c± opinię, że akt to najtrudniejsza dziedzina fotografii?
Z takim stwierdzeniem spotkałem się już w Liceum Plastycznym. Jeden z belfrów mówił, że trzeba przyj±ć jako pewnik, że ze stu fotografii wybiera się tylko jedn±. Mnie to przerażało. Dudniło to we mnie, do tego stopnia, że jak zaczynałem już robić sesję aktu ukierunkowan± na album, do¶ć poważn± wystawę, wtedy kupowałem kartonami filmy wiedz±c o tym, że mniej więcej po zgrzewce przypadnie na modelkę. Fotografia cyfrowa strasznie mi w tym pomogła. Z dwóch powodów. Finansowych, bo odci±żyła mnie od nieprawdopodobnych wydatków, które wtedy musiały temu towarzyszyć, no i od strony psychologicznej. Dlatego, że niejeden raz dziewczyny które pozowały, nie wiedziały po prostu, co ja od nich chcę. A rysowanie tego, pokazywanie, że tu będzie ¶wiatło, tu będzie cień, w sytuacjach gdzie były pozy takie, po których można było mieć „strzała w twarz” mówi±c najpro¶ciej, mijało się z celem. Postanowiłem kupić cyfrówkę. Pamiętam pierwsz± sesję z obcym mi totalnie aparatem cyfrowym, w połowie robiłem t± dziewczynę analogowo, w połowie cyfrowo. Natomiast póĽniej, jak zacz±łem już wdrażać się w fotografię cyfrow±, to w tej chwili nie jest dla mnie do wyobrażenia robienie aktu bez cyfry. Robię czasami Linhofem, ale to jest poprzedzone jakby szkicami robionymi cyfr±. Albo wręcz odkładam analogow± fotografię, bo mi się po prostu już nie chce.
4x5 cala?
Tak.
I potem skany? Bo powiększalnik 4x5 cala tu się raczej nie zmie¶ci...
Tak.
Czyli i tak sprowadza się to do pikseli.
Kto¶, kto nigdy nie był w ciemni, może tęsknić do niej na zasadzie dziadkowych opowie¶ci o miejscu magii. Ja nie chciałbym wracać do ciemni, bo o wiele bardziej doskonała, je¶li chodzi o możliwo¶ci warsztatowe jest fotografia, któr± obrabia się w komputerze. I nie mam tu na my¶li czystego retuszu, tylko chodzi o stronę tonaln±. To jest dla mnie niepodważalnym atutem jednego wobec drugiego.
A jakim Olympusem Pan teraz fotografuje?
Wci±ż E1, ale także E-330 który ma t± fenomenaln± zaletę, że ma ruchomy ekranik i w trudnych sytuacjach ratuje mi skórę. Ja jestem człowiekiem leniwym i nie zawsze chce mi się pracować w pozycji leż±cej, czy lewitować gdzie¶ nad modelk±. Wtedy po prostu podnoszę ręce, b±dĽ opuszczam na dół.
Robi Pan odbitki czy wydruki?
Jedno i drugie. Ale na wystawy wydruki. Dlatego, że odbitka barytowa jest skomplikowana w procesie wytworzenia. Jest fajna dla ludzi, którzy chc± funkcjonować na rynku fotografii kolekcjonerskiej. Mnie bardziej interesuje wydruk, bo daje większe możliwo¶ci.
Sam robi Pan wydruki?
Robiłem sam, ale znalazłem bardzo dobrego fine printera, to jest Studio QbA, czyli Jakub Jewuła z Krakowa i on zwolnił mi głowę z my¶lenia nad tym, jak przenie¶ć na płaskie medium obraz z monitora. Ja odpowiadam za wygenerowanie pliku, który póĽniej jest powiększany.
Wiem, że nie używa Pan błysku. Wci±ż? Czy co¶ się zmieniło?
Kiedy¶ nie umiałem posługiwać się błyskiem. My¶lałem, że to jest głupia lampa, która daje płaskie ¶wiatło, ostre, kontrastowe, o małym zakresie użytecznej tonalno¶ci. No i pomyliłem się.
No nie jest to prawda...
Nie miałem dobrych wzorców, ani dobrych możliwo¶ci fotografowania błyskiem i jak zacz±łem robić eksperymenty, to mnie to wci±gnęło do tego stopnia, że już mnie nie interesuje nawet dzienne ¶wiatło. W pracowni staram się odcinać od ¶wiatła dziennego, które nie pozwala mi na to, co chcę osi±gn±ć. Zależy mi na wierno¶ci, logice ¶wiatła. A tę wierno¶ć mogę uzyskać jedynie w warunkach studyjnych. W ¶wietle dziennym tracę tę logikę. Mam zbyt dużo ekranów, nad którymi nie jestem w stanie zapanować.
No tak, w studiu wszystkiego pilnujemy, każde ¶wiatło jest pod kontrol±.
Powiedział pan każde... Ja mam jedno Ľródło ¶wiatła!
Każdy akt jest o¶wietlany tylko jedn± lamp±?
Tak. Zawsze. Zdziwiło mnie kiedy¶, że na warsztaty, które robię zapisał się fotograf, który przyjechał ze swoim asystentem, który również funkcjonuje jako samodzielny fotograf i oni maj± u siebie jedena¶cie lamp. Takich, jak± ja mam tutaj jedn±. Ich natomiast dziwiło to, że można pracować tylko jedn± lamp±.
A jak± ma Pan lampę?
Hensel. Tysi±czkę. Wcze¶niej pożyczałem Elfo.
I co na tej lampie? Softbox?
Tutaj by się nie zmie¶cił. Używam pleksi, bo dobrze rozprasza. Mam parasolkę, mam ten talerz Hensela taki duży.
Beauty Dish?
No chyba tak, nie pamiętam, jak to się nazywa. Mam ochotę za każdym razem robić jakie¶ modyfikacje i mimo, że tych ¶rodków jest niewiele, to w±tpię, żeby każda sesja tutaj miała jaki¶ rodzaj identycznego o¶wietlenia. Wbrew pozorom ograniczenia zwielokrotniaj± nam możliwo¶ci, jeżeli wiemy, w któr± stronę chcemy i¶ć. I tak staram się bawić o¶wietlaj±c modelkę zawsze z jednej strony, w sposób logiczny buduj±c bryłę.
Wszystkim pocz±tkuj±cym fotografom udowadnia Pan tym ciasnym miejscem i t± jedn± lamp±, że w fotografii liczy się najbardziej wyobraĽnia, liczy się to co w głowie.
Pewnie maj±c więcej sprzętu można mieć o wiele większe możliwo¶ci. Natomiast w sztukach plastycznych jest taka prosta, żelazna zasada. Im więcej ograniczeń, tym większa kreatywno¶ć. A nie odwrotnie. To bieda wymusiła te ograniczenia. Nie stać mnie było na softboxy, a nawet gdybym je pożyczył, czy zapożyczył się i je kupił, to nie miałbym ich gdzie rozłożyć. Pewno można inaczej, na pewno można...
Ale okazuje się, że wcale nie trzeba robić tego inaczej. Chciałbym jeszcze zapytać o modelki. Na Pana zdjęciach widzimy dziewczyny bardzo różnej budowy ciała. Obojętne, czy fotografuje Pan dziewczynę która jest otyła, czy przeraĽliwie chuda, czy też po prostu zgrabna, Pan wydaje się być ni± tak samo zafascynowany i do tematu podchodzi Pan w podobny sposób.
Wie pan, gdyby przyj±ć taki podział na trzy rodzaje budowy ciała, czyli standard dla którego szczytow± form± jest wzorzec 90-60-90, to jest to rodzaj „samograja”. Bo jak się nie ustawi taka dziewczyna, to będzie korzystnie wygl±dała. I to jest pułapka. Bo generuje się pozy, zestawy plam, którymi jest fotografia, których wszyscy widzieli¶my setki, tysi±ce. I gdyby przyj±ć, że jest o¶, to na jednym biegunie byłyby dziewczyny z ci±gotk± do anoreksji i ten biegun anorektyczny ma to do siebie, że ja się go boję. Bo bardzo łatwo jest wej¶ć wtedy w fotografię, która jest wręcz przerażaj±ca dla osoby, która j± ogl±da. Ale je¶li ja się bawię ze ¶wiatłem i bawi to tak samo modelkę i szukamy póz, które mog± wygenerować rzeczy, które będ± w tej „szkieletowalno¶ci” na granicy dobrego smaku, to czemu nie... Ale zaznaczam, że sesji z anorektyczkami boję się najbardziej. Na szczę¶cie miałem ich niewiele, chociaż jako wyzwanie bardzo sobie cenię, bo dużo mnie nauczyły. To jest całkiem inny ¶wiat, który się fotografuje i trzeba uważać na rafy. Drugi biegun jest dla mnie biegunem specjalnej troski. Uwielbiam fotografować puszyste modelki i widzę też jak dużo im daj± sesje u mnie. Bardzo często puszysta dziewczyna, która staje nago do fotografii, przestaje być osob±, z której się wy¶miewano. Bo często ma kompleksy z powodu swojej tuszy, a u mnie widzi, że z niej można wygenerować takie rzeczy, które póĽniej wiesza się na ¶cianie i obnosi się z nimi jak z dziełami sztuki. A dowiedziałem się o tym z wywiadu radiowego, którego udzielała wła¶nie puszysta modelka i mówiła, czym dla niej była sesja tutaj. W jej rozumieniu to było jak terapia i co¶ co „przemeblowało” jej życie. Dla mnie to s± kwiatki, komplementy, które s± jakby bonusem z racji tej roboty. Przyszła do mnie kiedy¶ dziewczyna, która w trakcie pozowania opowiadała mi tyle rzeczy o mnie, o których gdzie¶ się dowiadywała, bo przygotowywała się do tego dosyć długo. Zdecydowała się przyj¶ć do mnie po tym, jak poroniła ci±żę. Powiedziała, że jako kobieta czuła się tak poharatana, że postanowiła odbudować swoj± kobieco¶ć sesj± u mnie. Czy mogę dostać ładniejsze komplementy ze strony tych dziewczyn, które same mnie znajduj±? Ile odwagi one musz± mieć, by zjawić się u obcego faceta i robić zdjęcia?
Cóż, kiedy fotograf słyszy co¶ takiego to serce ro¶nie. A czy my¶lał Pan kiedy¶, by robić męski akt?
Nie. Czasem pytaj± mnie o to dziewczyny, czasem faceci. Mnie po prostu fascynuje ciało kobiece. Jego zakamarki, jego wypukło¶ci, łuki, proporcje. Każda kobieta jest inaczej zbudowana, każda ma swoje atuty, które jeżeli się chce, to można fajnie wyeksponować. Ale żeby tak się stało, trzeba mieć do tego jak±¶ fascynację. A nie mam takiej fascynacji jeżeli chodzi o męskie ciało. Dla mnie facet jest ciosanym od siekiery prostakiem, a kobieta to uosobienie finezyjno¶ci, piękna, harmonii. Same superlatywy dla Naczelnego Inżyniera za to, co stworzył. Podejrzewam, że najlepszymi fotografami męskiego aktu byłyby kobiety. Albo homoseksuali¶ci. Do tego trzeba mieć fascynację, której jak po prostu nie mam.
No tak, trudno sfotografować co¶ w piękny sposób, je¶li się ma do tego stosunek co najmniej obojętny. Będziemy kończyć, ale proszę jeszcze powiedzieć, dlaczego Pana fotografie w zasadzie nie s± publikowane w tzw. magazynach dla kobiet czy dla mężczyzn?
Mam koleżankę w jednej z najbardziej poczytnych gazet w Polsce. Rozmawiałem kiedy¶ z ni± o patronacie medialnym, pokazałem portfolio do pierwszego albumu. Usłyszałem prost± odpowiedĽ: „Wacek – te fotografie u nas nie przejd±.” Pytam dlaczego? „Za dużo w nich niedopowiedzeń”. Tam musi być kawa na ławę. Z tak± ilo¶ci± modelek, z jak± ja miałem tu do czynienia, to gdyby mi przyszło robić ten rodzaj fotografii typu „¶wierszczykowego”, to ja bym sobie ¶wietnie radził. Ale tam jest potrzebny rodzaj fotografii inwentaryzacyjnej, bo i inne s± założenia, jest inny odbiorca. Ja akurat celuję w innego odbiorcę i w inny rodzaj przeznaczenia tych fotografii. St±d dla mnie ważniejsze s± muzea i galerie niż kluby, kawiarnie czy podrzędne miejsca, gdzie pokazuje się teraz fotografie.
Ale tak sobie teraz my¶lę, że w eleganckim lokalu Pańskie fotografie mogłyby zaistnieć i mogłyby stanowić ciekaw± aranżację. Mylę się?
Jeżeli taki zamysł miałby architekt wnętrz - to pewno tak, ale nigdy nie było moj± ambicj± by w takich miejscach organizować wystawę. Dla mnie robienie wystawy z fotografii aktu musi też nadać rangę dla kobiecej nago¶ci. Kto¶ wrzucił mnie do encyklopedii jako specjalistę od kobiecej nago¶ci. Może to jest konsekwencja tego, że trzymałem się zawsze zasady, by nie dewaluować nago¶ci pokazuj±c j± byle gdzie i byle jak. Tylko żeby robi±c wystawy, przywrócić nago¶ć kobiec± do rangi dzieła sztuki. A nie dla golizny, seksualno¶ci, erotyki.
I to zdanie ¶wietnie odzwierciedla Pana pracę. Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Mariusz Gross
artykuł pochodzi z http://www.fotal.pl
Na drzwiach pracowni Wacława Wantucha w Krakowie, na wizytówce przeczytamy: Wacław Wantuch – artysta plastyk. Na drzwiach pracowni Jana Saudka w Pradze, na wizytówce przeczytamy: Jan Saudek – fotograf czeski. Artystów dzieli dużo więcej niż tylko podpis pod nazwiskiem na wizytówce, mimo to Saudek to jeden z najbardziej cenionych fotografów przez bohatera tego wywiadu, który sam o sobie mówi, że fotografem nie jest. Przysłuchajcie się rozmowie z Wacławem Wantuchem – skromnym fotografem.
Mariusz Gross: Pamięta Pan swoj± pierwsz± „rozbieran±” sesję zdjęciow±?
Wacław Wantuch: Tak. Pamiętam takie dwie swoje pierwsze sesje zdjęciowe. I pamiętam, że bardzo duże miały dla mnie znaczenie.
W jakim sensie?
Psychologicznym. Była kiedy¶ wymiana plenerowa między Liceami Plastycznymi i do nas przyjechała dziewczyna jako jedna z uczestniczek pleneru i tak jako¶ się podziało, że człowiek w Liceum Plastycznym ma takie potrzeby ¶cigania się z rywalami. Którego¶ dnia zaproponowałem jej sesję fotograficzn±. Sesja skończyła się aktem, zrobili¶my to w pokoju w internacie. I po tej sesji usłyszałem zdanie „odwróć się, bo chcę się ubrać”. Wła¶nie wtedy, kiedy skończyli¶my robić zdjęcia. I kiedy dużo póĽniej zacz±łem już fotografować na poważnie akt, to ta sesja u¶wiadomiła mi tak± prost± rzecz, która ma zwi±zek z sesj± kolejn±, a będ±c± zaraz po tej pierwszej. Mianowicie poprosiłem koleżankę z tej samej klasy, z tego samego miasteczka z którego pochodzę, by mi pozowała i w swojej pracowni zrobiłem zdjęcia. Pamiętam moje „mękolenie” żeby zaproponować jej zdjęcia aktu. Obydwie dziewczyny były z „plastyka”, a tam jest jakby inne rozumienie nago¶ci. Ta pierwsza sesja u¶wiadomiła mi, że o wiele łatwiej fotografuje się kiedy nie ma kontekstu seksualnego, tylko jest tak jak u lekarza. Wła¶nie zdanie „odwróć się, bo chcę się ubrać”. To zdanie... ja go nigdy nie zrozumiem, ale próbuję sobie to jako¶ tłumaczyć. I teraz przychodz± dziewczyny, widzimy się pierwszy raz i po dwudziestu minutach one stoj± nago gotowe do robienia zdjęć. Moja druga sesja przypomina mi, że najgorzej zdjęcia aktu robi się z osobami, które się zna.
To prawda. Dystans musi być.
To jest jak fotografowanie „opakowania”. A jeżeli się kogo¶ zna, to człowiek traci dystans, traci ¶wieże spojrzenie na t± osobę. Trudno jest portretować osobę, któr± się zna, bo znamy jej grymasy, mimikę itd. A fotografia nie zawsze jest w stanie to oddać, nie zawsze może to pokazać. I często jest tak, że robimy zdjęcie i znaj±c tę osobę mówimy potem: cholera, to nie ona. Kiedy robimy osobę która jest nam całkowicie obca jeste¶my w stanie - tak mi się wydaje - sfotografować ładniej jej „opakowanie”. Ładniej, to ja rozumiem w sensie takim, że uda nam się wygenerować obraz który będzie miał atrakcyjno¶ć dla nas, czyli kogo¶ całkowicie z zewn±trz. A z kolei ta osoba wybierze zupełnie inne zdjęcia, które jej się będ± podobały, na których w jej rozumieniu będzie sob±. Dla mnie mówienie o fotografowaniu czyjego¶ wnętrza jest nieporozumieniem. Wnętrze to robi± aparaty rentgenowskie.
Wielu fotografów wła¶nie w ten sposób rozumie portret.
Ja nie znam zbyt wielu ludzi którzy zajmuj± się radiologi±, a filozofowanie dla mnie na ten temat jest po prostu nieporozumieniem.
Czy Pana pierwsze akty miały już wtedy taki charakter, jak te które znamy z albumów, od pocz±tku jest pan wierny tej rzeĽbiarskiej konwencji? Czy je¶li położyłby pan obok siebie swoje pierwsze zdjęcia i zdjęcia z ostatniego albumu to widać na nich przebyt± drogę?
To niemożliwe, gdzie¶ te zdjęcia zapodziałem i nie wiem nawet co się stało z tamtymi negatywami.
Ale ma Pan te zdjęcia w pamięci. Bo kiedy fotografuje się człowieka ubranego, to się go fotografuje tak czy inaczej. Natomiast kiedy się rozbierze - to co¶ z t± nago¶ci± trzeba zrobić... I ciekaw jestem jak to, co robi Pan w tej chwili, ma się do tego, co robił Pan na pocz±tku.
To były na pewno inne fotografie. Przede wszystkim nie miały przed sob± do¶wiadczenia kilkunastu lat rysunku, który jest obowi±zkowy na Akademii Sztuk Pięknych i w Liceum Plastycznym. Różnica polegałaby na tym, że kiedy wybieram zdjęcia z sesji to nie zwracam uwagi na ich seksualno¶ć, erotyzm, a po prostu na kompozycję. Plam, łuków, ¶wiatłocienia, ciężarów. I może wła¶nie to najbardziej odróżniałoby moje obecne prace od tych pierwszych.
Chyba na większo¶ci Pana zdjęć twarz modelki jest niewidoczna lub jest w głębokim cieniu. Jest ciało, ale nie ma twarzy, nie poznaliby¶my jej na ulicy. Na pocz±tku naszej rozmowy powiedział Pan, że fotografuje „opakowanie”. Na Pana zdjęciach nie widzimy oczu modelki. Mówi się, że oczy to zwierciadło duszy...
W pierwszym albumie nie pokazywałem aktów, które maj± twarz. Uważałem i nadal uważam, że twarz w akcie przeszkadza.
Przeszkadza? Na pewno nadaje zupełnie inny wymiar.
Oczy niepotrzebnie konfrontuj± się z oczami ogl±danymi na akcie, z twarz± ogl±dan± na akcie. Następuje mechanizm wyszukiwania, czy ja tej osoby czasem nie znam, czy może jest do kogo¶ podobna. Kiedy twarzy nie ma, to ja manipuluję odbiorc±, na co chcę zwrócić jego uwagę. W pierwszym albumie odrzucałem zdjęcia, które zawierały twarz. W drugim albumie pomy¶lałem sobie, że ortodoksja jest dobra w krajach jakby mniej cywilizowanych i dawałem tam zdjęcia z twarz±, ale takie kiedy czułem, że ta twarz uzupełnia akt. Nie jest na tyle ważna i nie przeszkadza. Kiedy robimy akt wspólnie z modelk±, ona dla siebie ma cał± masę zdjęć, które zawieraj± twarz. Ja niekoniecznie chcę wybrać takie zdjęcie, ale nie trzymam się sztywno zasady, by tej twarzy unikać.
Nie s±dzi Pan, że robi±c w ten sposób zdjęcia - powiem do¶ć patetycznie - pozbawia się kobietę człowieczeństwa? Kiedy widzimy oczy modelki, kiedy ona na nas patrzy lub patrzy gdzie¶ w dal, ale widzimy gdzie ten wzrok biegnie, to widzimy człowieka. Widzimy na jej twarzy emocje lub ich brak, jest jaka¶ interakcja. Nie szuka Pan tego?
Hmm...
Ciekaw jestem, czy jest to dla Pana istotne, czy ten wymiar o jakim mówię można zupełnie pomin±ć?
To chyba raczej o to chodzi... Ten rodzaj my¶lenia o człowieku, o humanitarnej stronie, intelektualnej stronie fotografii jest mi obcy. Ja skończyłem uczelnie o charakterze fizycznym. Nasze studia polegały na tym, że pracowali¶my manualnie. Staram się nie dorabiać filozofii do rzeczy, których nie ma. W fotografii aktu ważne jest dla mnie bawienie się ze ¶wiatłocieniem, który buduje kształt i formę dla ciała. Albo je czyni bardziej tajemniczym, albo je odważniej modeluje. Ale to jest tylko to. Staram się nie dorabiać żadnej filozofii, żadnej zmysłowo¶ci. Bo jej tam też nie ma. Faceci, którzy ogl±daj± moje zdjęcia mówi± mi: „Wacek, na tych twoich zdjęciach to przecież guzik widać”. Dziewczynom podoba się wła¶nie taki rodzaj niedomówień, które tam znajduj±. Intelektualista nie znajdzie powodów do pisania peanów na temat konkretnej osoby, bo jej jakby nie jest w stanie zidentyfikować. Nie bawi mnie w tej fotografii ani forma reportażowa, ani forma która niestety jest częsta we współczesnej fotografii aktu, czyli forma naturalizmu czy wręcz o¶mieszania osoby, któr± się fotografuje. Chociaż jest osoba, która poł±czyła te dwie rzeczy na raz i jest dla mnie geniuszem. To jest Saudek, którego strasznie cenię za jego lekko¶ć tego co robi. ¦wiadomie porusza się o obrębie kiczu, ale robi to w sposób tak słodki...
Ale Saudek to emocje. Saudek przede wszystkim opowiada o sobie.
Ale po prostu podoba mi się to, co robi. W żadnym wypadku nie przyszło mi do głowy, żeby go kopiować czy brać z niego jakie¶ cytaty, ale nie przeszkadza mi to, że jest u mnie w pierwszej trójce ulubionych fotografów.
Kto jest drugi i trzeci?
Drugim, a wła¶ciwie może nawet pierwszym jest fotograf, którego bardziej cenię za jego malarstwo. My¶lę o Beksińskim. Mieli¶my tego samego wydawcę, kiedy¶ spotkali¶my się i ja mu mówiłem, że jest dla mnie najlepszym oszustem, jakiego znam. Oszustem przestrzeni. Zawód plastyka polega na oszukiwaniu oczu. I on robił to w sposób doskonały. Jak ogl±da się jego obrazy... Nikt tak nie potrafił zakłamywać przestrzeni jak on. Zakłamywać tych wszystkich kanonów które się nam wbija do głowy, jeżeli chodzi o zasady pokazywania perspektywy powietrznej, używania koloru, on to wszystko rozwalał, a dostawał takie przestrzenie jak nikt inny. A trzeciego? To miejsce ma chyba wakat. Powiedziałem „w trójce”, ale nie przychodzi mi teraz nikt do głowy. Chociaż chyba skłamałbym, zapomniałem o swoich zachwytach nad fotografiami Ansela Adamsa. To przez niego mam Linhofa. Tak, to jest wła¶nie ten człowiek. To jeszcze inny warsztat niż oni wszyscy.
Czy podziela pan powszechnie panuj±c± opinię, że akt to najtrudniejsza dziedzina fotografii?
Z takim stwierdzeniem spotkałem się już w Liceum Plastycznym. Jeden z belfrów mówił, że trzeba przyj±ć jako pewnik, że ze stu fotografii wybiera się tylko jedn±. Mnie to przerażało. Dudniło to we mnie, do tego stopnia, że jak zaczynałem już robić sesję aktu ukierunkowan± na album, do¶ć poważn± wystawę, wtedy kupowałem kartonami filmy wiedz±c o tym, że mniej więcej po zgrzewce przypadnie na modelkę. Fotografia cyfrowa strasznie mi w tym pomogła. Z dwóch powodów. Finansowych, bo odci±żyła mnie od nieprawdopodobnych wydatków, które wtedy musiały temu towarzyszyć, no i od strony psychologicznej. Dlatego, że niejeden raz dziewczyny które pozowały, nie wiedziały po prostu, co ja od nich chcę. A rysowanie tego, pokazywanie, że tu będzie ¶wiatło, tu będzie cień, w sytuacjach gdzie były pozy takie, po których można było mieć „strzała w twarz” mówi±c najpro¶ciej, mijało się z celem. Postanowiłem kupić cyfrówkę. Pamiętam pierwsz± sesję z obcym mi totalnie aparatem cyfrowym, w połowie robiłem t± dziewczynę analogowo, w połowie cyfrowo. Natomiast póĽniej, jak zacz±łem już wdrażać się w fotografię cyfrow±, to w tej chwili nie jest dla mnie do wyobrażenia robienie aktu bez cyfry. Robię czasami Linhofem, ale to jest poprzedzone jakby szkicami robionymi cyfr±. Albo wręcz odkładam analogow± fotografię, bo mi się po prostu już nie chce.
4x5 cala?
Tak.
I potem skany? Bo powiększalnik 4x5 cala tu się raczej nie zmie¶ci...
Tak.
Czyli i tak sprowadza się to do pikseli.
Kto¶, kto nigdy nie był w ciemni, może tęsknić do niej na zasadzie dziadkowych opowie¶ci o miejscu magii. Ja nie chciałbym wracać do ciemni, bo o wiele bardziej doskonała, je¶li chodzi o możliwo¶ci warsztatowe jest fotografia, któr± obrabia się w komputerze. I nie mam tu na my¶li czystego retuszu, tylko chodzi o stronę tonaln±. To jest dla mnie niepodważalnym atutem jednego wobec drugiego.
A jakim Olympusem Pan teraz fotografuje?
Wci±ż E1, ale także E-330 który ma t± fenomenaln± zaletę, że ma ruchomy ekranik i w trudnych sytuacjach ratuje mi skórę. Ja jestem człowiekiem leniwym i nie zawsze chce mi się pracować w pozycji leż±cej, czy lewitować gdzie¶ nad modelk±. Wtedy po prostu podnoszę ręce, b±dĽ opuszczam na dół.
Robi Pan odbitki czy wydruki?
Jedno i drugie. Ale na wystawy wydruki. Dlatego, że odbitka barytowa jest skomplikowana w procesie wytworzenia. Jest fajna dla ludzi, którzy chc± funkcjonować na rynku fotografii kolekcjonerskiej. Mnie bardziej interesuje wydruk, bo daje większe możliwo¶ci.
Sam robi Pan wydruki?
Robiłem sam, ale znalazłem bardzo dobrego fine printera, to jest Studio QbA, czyli Jakub Jewuła z Krakowa i on zwolnił mi głowę z my¶lenia nad tym, jak przenie¶ć na płaskie medium obraz z monitora. Ja odpowiadam za wygenerowanie pliku, który póĽniej jest powiększany.
Wiem, że nie używa Pan błysku. Wci±ż? Czy co¶ się zmieniło?
Kiedy¶ nie umiałem posługiwać się błyskiem. My¶lałem, że to jest głupia lampa, która daje płaskie ¶wiatło, ostre, kontrastowe, o małym zakresie użytecznej tonalno¶ci. No i pomyliłem się.
No nie jest to prawda...
Nie miałem dobrych wzorców, ani dobrych możliwo¶ci fotografowania błyskiem i jak zacz±łem robić eksperymenty, to mnie to wci±gnęło do tego stopnia, że już mnie nie interesuje nawet dzienne ¶wiatło. W pracowni staram się odcinać od ¶wiatła dziennego, które nie pozwala mi na to, co chcę osi±gn±ć. Zależy mi na wierno¶ci, logice ¶wiatła. A tę wierno¶ć mogę uzyskać jedynie w warunkach studyjnych. W ¶wietle dziennym tracę tę logikę. Mam zbyt dużo ekranów, nad którymi nie jestem w stanie zapanować.
No tak, w studiu wszystkiego pilnujemy, każde ¶wiatło jest pod kontrol±.
Powiedział pan każde... Ja mam jedno Ľródło ¶wiatła!
Każdy akt jest o¶wietlany tylko jedn± lamp±?
Tak. Zawsze. Zdziwiło mnie kiedy¶, że na warsztaty, które robię zapisał się fotograf, który przyjechał ze swoim asystentem, który również funkcjonuje jako samodzielny fotograf i oni maj± u siebie jedena¶cie lamp. Takich, jak± ja mam tutaj jedn±. Ich natomiast dziwiło to, że można pracować tylko jedn± lamp±.
A jak± ma Pan lampę?
Hensel. Tysi±czkę. Wcze¶niej pożyczałem Elfo.
I co na tej lampie? Softbox?
Tutaj by się nie zmie¶cił. Używam pleksi, bo dobrze rozprasza. Mam parasolkę, mam ten talerz Hensela taki duży.
Beauty Dish?
No chyba tak, nie pamiętam, jak to się nazywa. Mam ochotę za każdym razem robić jakie¶ modyfikacje i mimo, że tych ¶rodków jest niewiele, to w±tpię, żeby każda sesja tutaj miała jaki¶ rodzaj identycznego o¶wietlenia. Wbrew pozorom ograniczenia zwielokrotniaj± nam możliwo¶ci, jeżeli wiemy, w któr± stronę chcemy i¶ć. I tak staram się bawić o¶wietlaj±c modelkę zawsze z jednej strony, w sposób logiczny buduj±c bryłę.
Wszystkim pocz±tkuj±cym fotografom udowadnia Pan tym ciasnym miejscem i t± jedn± lamp±, że w fotografii liczy się najbardziej wyobraĽnia, liczy się to co w głowie.
Pewnie maj±c więcej sprzętu można mieć o wiele większe możliwo¶ci. Natomiast w sztukach plastycznych jest taka prosta, żelazna zasada. Im więcej ograniczeń, tym większa kreatywno¶ć. A nie odwrotnie. To bieda wymusiła te ograniczenia. Nie stać mnie było na softboxy, a nawet gdybym je pożyczył, czy zapożyczył się i je kupił, to nie miałbym ich gdzie rozłożyć. Pewno można inaczej, na pewno można...
Ale okazuje się, że wcale nie trzeba robić tego inaczej. Chciałbym jeszcze zapytać o modelki. Na Pana zdjęciach widzimy dziewczyny bardzo różnej budowy ciała. Obojętne, czy fotografuje Pan dziewczynę która jest otyła, czy przeraĽliwie chuda, czy też po prostu zgrabna, Pan wydaje się być ni± tak samo zafascynowany i do tematu podchodzi Pan w podobny sposób.
Wie pan, gdyby przyj±ć taki podział na trzy rodzaje budowy ciała, czyli standard dla którego szczytow± form± jest wzorzec 90-60-90, to jest to rodzaj „samograja”. Bo jak się nie ustawi taka dziewczyna, to będzie korzystnie wygl±dała. I to jest pułapka. Bo generuje się pozy, zestawy plam, którymi jest fotografia, których wszyscy widzieli¶my setki, tysi±ce. I gdyby przyj±ć, że jest o¶, to na jednym biegunie byłyby dziewczyny z ci±gotk± do anoreksji i ten biegun anorektyczny ma to do siebie, że ja się go boję. Bo bardzo łatwo jest wej¶ć wtedy w fotografię, która jest wręcz przerażaj±ca dla osoby, która j± ogl±da. Ale je¶li ja się bawię ze ¶wiatłem i bawi to tak samo modelkę i szukamy póz, które mog± wygenerować rzeczy, które będ± w tej „szkieletowalno¶ci” na granicy dobrego smaku, to czemu nie... Ale zaznaczam, że sesji z anorektyczkami boję się najbardziej. Na szczę¶cie miałem ich niewiele, chociaż jako wyzwanie bardzo sobie cenię, bo dużo mnie nauczyły. To jest całkiem inny ¶wiat, który się fotografuje i trzeba uważać na rafy. Drugi biegun jest dla mnie biegunem specjalnej troski. Uwielbiam fotografować puszyste modelki i widzę też jak dużo im daj± sesje u mnie. Bardzo często puszysta dziewczyna, która staje nago do fotografii, przestaje być osob±, z której się wy¶miewano. Bo często ma kompleksy z powodu swojej tuszy, a u mnie widzi, że z niej można wygenerować takie rzeczy, które póĽniej wiesza się na ¶cianie i obnosi się z nimi jak z dziełami sztuki. A dowiedziałem się o tym z wywiadu radiowego, którego udzielała wła¶nie puszysta modelka i mówiła, czym dla niej była sesja tutaj. W jej rozumieniu to było jak terapia i co¶ co „przemeblowało” jej życie. Dla mnie to s± kwiatki, komplementy, które s± jakby bonusem z racji tej roboty. Przyszła do mnie kiedy¶ dziewczyna, która w trakcie pozowania opowiadała mi tyle rzeczy o mnie, o których gdzie¶ się dowiadywała, bo przygotowywała się do tego dosyć długo. Zdecydowała się przyj¶ć do mnie po tym, jak poroniła ci±żę. Powiedziała, że jako kobieta czuła się tak poharatana, że postanowiła odbudować swoj± kobieco¶ć sesj± u mnie. Czy mogę dostać ładniejsze komplementy ze strony tych dziewczyn, które same mnie znajduj±? Ile odwagi one musz± mieć, by zjawić się u obcego faceta i robić zdjęcia?
Cóż, kiedy fotograf słyszy co¶ takiego to serce ro¶nie. A czy my¶lał Pan kiedy¶, by robić męski akt?
Nie. Czasem pytaj± mnie o to dziewczyny, czasem faceci. Mnie po prostu fascynuje ciało kobiece. Jego zakamarki, jego wypukło¶ci, łuki, proporcje. Każda kobieta jest inaczej zbudowana, każda ma swoje atuty, które jeżeli się chce, to można fajnie wyeksponować. Ale żeby tak się stało, trzeba mieć do tego jak±¶ fascynację. A nie mam takiej fascynacji jeżeli chodzi o męskie ciało. Dla mnie facet jest ciosanym od siekiery prostakiem, a kobieta to uosobienie finezyjno¶ci, piękna, harmonii. Same superlatywy dla Naczelnego Inżyniera za to, co stworzył. Podejrzewam, że najlepszymi fotografami męskiego aktu byłyby kobiety. Albo homoseksuali¶ci. Do tego trzeba mieć fascynację, której jak po prostu nie mam.
No tak, trudno sfotografować co¶ w piękny sposób, je¶li się ma do tego stosunek co najmniej obojętny. Będziemy kończyć, ale proszę jeszcze powiedzieć, dlaczego Pana fotografie w zasadzie nie s± publikowane w tzw. magazynach dla kobiet czy dla mężczyzn?
Mam koleżankę w jednej z najbardziej poczytnych gazet w Polsce. Rozmawiałem kiedy¶ z ni± o patronacie medialnym, pokazałem portfolio do pierwszego albumu. Usłyszałem prost± odpowiedĽ: „Wacek – te fotografie u nas nie przejd±.” Pytam dlaczego? „Za dużo w nich niedopowiedzeń”. Tam musi być kawa na ławę. Z tak± ilo¶ci± modelek, z jak± ja miałem tu do czynienia, to gdyby mi przyszło robić ten rodzaj fotografii typu „¶wierszczykowego”, to ja bym sobie ¶wietnie radził. Ale tam jest potrzebny rodzaj fotografii inwentaryzacyjnej, bo i inne s± założenia, jest inny odbiorca. Ja akurat celuję w innego odbiorcę i w inny rodzaj przeznaczenia tych fotografii. St±d dla mnie ważniejsze s± muzea i galerie niż kluby, kawiarnie czy podrzędne miejsca, gdzie pokazuje się teraz fotografie.
Ale tak sobie teraz my¶lę, że w eleganckim lokalu Pańskie fotografie mogłyby zaistnieć i mogłyby stanowić ciekaw± aranżację. Mylę się?
Jeżeli taki zamysł miałby architekt wnętrz - to pewno tak, ale nigdy nie było moj± ambicj± by w takich miejscach organizować wystawę. Dla mnie robienie wystawy z fotografii aktu musi też nadać rangę dla kobiecej nago¶ci. Kto¶ wrzucił mnie do encyklopedii jako specjalistę od kobiecej nago¶ci. Może to jest konsekwencja tego, że trzymałem się zawsze zasady, by nie dewaluować nago¶ci pokazuj±c j± byle gdzie i byle jak. Tylko żeby robi±c wystawy, przywrócić nago¶ć kobiec± do rangi dzieła sztuki. A nie dla golizny, seksualno¶ci, erotyki.
I to zdanie ¶wietnie odzwierciedla Pana pracę. Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Mariusz Gross
artykuł pochodzi z http://www.fotal.pl